Refleksje przy kawie - Odmasowienie w wojsku
Wydawać by się mogło, że postępująca w dzisiejszych czasach globalizacja prowadzi do powszechnej homogenizacji wszystkiego. Na pierwszy rzut oka można się z tym stwierdzeniem zgodzić, aczkolwiek kiedy zaczniemy zagłębiać się głębiej w materię spostrzeżemy swego rodzaju odmasowienie.
Zwróćmy uwagę na współczesny rozwój potencjałów wojskowych krajów wysokorozwiniętych (patrz USA). Zasada jest prosta - niszczyć konkretne cele, ograniczać szkody uboczne. Przedstawiona filozofia diametralnie odbiega od tego, co mogliśmy zauważyć podczas II wojny światowej. Wtedy to zakładano użycie jak największej ilości bomb do zniszczenia jak największej liczby celów. Teraz stara się stworzyć bomby/rakiety które pojedynczo będą w stanie zniszczyć jak najwięcej obiektów (np. Amerykanie podczas II wojny w Iraku stosowali inteligentne rakiety, które potrafiły samodzielnie zniszczyć całą kolumnę pancerną).
Może teraz kilka przykładów.
Jeszcze 40 lat temu, amerykański czołg M-60 w trakcie działań operacyjnych musiał:
- Przemieścić się.

- Zająć pozycję.
- Wycelować.
- Oddać strzał.
Dzisiaj, jego kolejna wersja [czołgu], czyli M-1 potrafi wszystkie te punkty sprowadzić do dwóch: przemieścić się i jednocześnie wycelować oraz strzelić. Swoista synergia.
W trakcie II wojny światowej B-17 musiało wykonać 4.500 lotów i zrzucić 9.000 bomb, aby dorównać jednemu lotowi bombowca F-117. Z kolei podczas wojny w Wietnamie wymagałoby to tylko 95 lotów i 190 bomb.
Myślę, że refleksja nasuwa się sama. Wystarczy wyobrazić sobie, co będzie za dekadę, dwie. Fallout a może Dżihad Butleriański?

Napisz odpowiedź