Jeżeli by tak zastanowić się nad tendencjami rządzącymi współczesnymi konfliktami zbrojnymi, to na myśl mogą nasunąć się dwa wnioski:
a) wojny stały się zjawiskiem komercyjnym i sprywatyzowanym – są zarówno źródłem dochodu dla tzw. War lordów jak i pożywką dla mediów;
b) wojny dzisiejszych czasów mają wymiar asymetryczny, tj. spory toczą się między dwoma nierównymi przeciwnikami i jednocześnie nie dają się zamknąć w ustanowione normy prawa międzynarodowego.
Zjawisko asymetryczności zaczęło kształtować się tak naprawdę po upadku Związku Radzieckiego, który to przyniósł całkowity upadek symetrii w stosunkach międzynarodowych. Stany Zjednoczone ogłosiły się, słusznie, jedynym supermocarstwem, którego ranga dyktowała polityczne trendy na całym świecie.
Nawet dzisiaj, kiedy jesteśmy w stanie dostrzec erozje amerykańskiej potęgi gospodarczo-militarnej, żadne państwo nie jest w stanie przeciwstawić się militarnie Amerykanom. Nieważne jaki aspekt sztuki wojennej zechcemy rozpatrywać, czy wywiad, czy siły powietrzne, USA zostawia wszystkich daleko w przedbiegach.
Nie mają większego sensu próby, państw europejskich, postrzegania stosunków międzynarodowych w ujęciu symetrycznym do Stanów Zjednoczonych. Papierowe potęgi militarne (Europa) czy zacofane masy (Chiny) nijak się nie mają, do tytułu równorzędnego partnera Amerykanów w polityce wojskowej. Symetria w XXI wieku przestała być na czasie.
W wyniku asymetrycznych relacji międzypaństwowych zdołano także wyróżnić wiele strategii tego typu. Należą do nich:
(1) wojna partyzancka
(2) terroryzm
(3) Intifada
Te trzy zjawiska kształtowały się w zasadzie już po II wojnie światowej, a ich krystalizacja dokonała się poprzez pojawienie się hegemonistycznej pozycji Stanów Zjednoczonych.
Asymetryczność pola walki zmieniła po pierwsze jego lokalizacje – wojny z centrów cywilizacyjnych przeniosły się na ich obrzeża i peryferia. Początkowo przejawiało się to w prowadzeniu działań partyzanckich (guerilla, hiszp. lub gorillaz, ang.) wedle założeń Małej Wojny, tj. dążeniem do osłabienia ekonomicznej pozycji przeciwnika, co miało skutkować osłabieniem jego politycznych decyzji wywoływanych militarnymi determinantami. Małe wojny prowadzono przy użyciu lekkich oddziałów, które miały zabezpieczać działania właściwych wojsk (to zdanie należy odnieść do założeń XVIII wiecznych doktryn wojennych).
Lata sześćdziesiąte XX wieku przyniosły swoisty upgrade walki partyzanckiej o działalność terrorystyczną (np. wojna o niepodległość Algierii). Działalność terrorystyczna miała wspierać partyzancką bezpośrednio osłabiając wolę polityczną wrogą (partyzantka czyni to pośrednio).
Przełomowy 9/11 sprawił, iż terroryzm wszedł, z pełną mocą, w ofensywny tryb. Początkowo skupiający swe działania w danym regionie, zaczęli przeprowadzać akcję o charakterze światowym.
Chociaż działalność terrorystyczna może doskonale wspierać partyzancką, to należy pamiętać, że są to dwa, zupełnie różne przejawy strategii asymetrycznej. Partyzantka jest walką defensywną i pośrednią. Z kolei terroryzm charakteryzuje ofensywność i bezpośredniość uderzenia w dużo liczniejszego wroga, który jest elementem łączącym oba zjawiska. Działalność partyzancka ma miejsce tylko na terenie okupowanym przez adwersarza (bojówkarze walczą u siebie), z kolei terroryści przekraczają granice państw, aby uderzać we wroga na jego własnym terytorium. Partyzanci korzystają ze wsparcia ludności i co najważniejsze: ich ataki nie są w nią wymierzone, co u terrorystów bywa różnie. Terroryści będą tez wykorzystywali cywilną infrastrukturę kraju do walki z przeciwnikiem (tamy, elektrownie etc.). Kiedy społeczeństwo „stoi” za partyzantami, to w przypadku terrorystów jest ono wykorzystywane przedmiotowo, jako obiekt koncentracji strachu i presji psychologicznej. W tym miejscu pojawia się rola mediów w XX wieku, które to są wykorzystywane przez terrorystów do krzewienia lęków i poczucia zagrożenia miejscowej ludności. Obecnie można też zauważyć trend, w którym pokazywanie zdjęć, obrazujących działania wojenne, jest sposobem prowadzenia wojny, ponieważ korespondencja wojenna zmienia się w wojnę korespondencji.
Konkludując, to co najbardziej dzieli obie strategie, to fakt, iż partyzantka dąży do spowolnienia wojny, z kolei terroryzm powoduje jej przyspieszenie (narasta spirala przemocy).
Na koniec warto przytoczyć kilka przykładów asymetrycznych konfliktów, które pokazują, iż teoretycznie silniejszy i bardziej scentralizowany przeciwnik nie jest w stanie poradzić sobie z bezpaństwową masą z założenia niezdolną do zorganizowanej i skutecznej walki. Miejmy więc na uwadze wojnę w Wietnamie, w której to Amerykanom nie pomogły nawet naloty z chemikaliami pozbawiającymi drzewa liści, dziesięcioletnie zmagania Sowietów w Afganistanie czy nieudaną akcję amerykańską w Mogadiszu w 1993 roku. Obecna sytuacja w Afganistanie jest również doskonałym przykładem przewagi talibskich jaskiń nad kosmiczną technologią Stanów Zjednoczonych.

Witam!
N wstępie chciałbym pogratulować świetnego tekstu i doskonałego pomysłu na portal zajmujący się tematyką z jednej strony popularną- wojną, będącą jednak zarazem tematem który jak dotąd zbyt wielu stron jej poświęconych się nie doczekał.
Ale żeby nie przeciągać, przejdę może do właściwego celu mojego komentarza- chciałbym odnieść się do tego co zostało tutaj napisane.
Na wstępie dodam jeszcze, że zajmę się tylko tym co wydaje mi się kontrowersyjne, lub z czym nie do końca się zgadzam.
Tak więc do dzieła.
Pisząc o cechach wojen, stwierdza Pan, że analizując zjawisko wojen XXI wieku, mówic możemy o dwóch głównych cechach, komercjalizacji i asymetryczności.
Obie te cechy są dyskusyjne.
Pierwsza, komercjalizacja, nie jest do końca prawdą.
Jest oczywiście faktem, iż proces prowadzenia wojen został zmodernizowany- unowocześniony o kolejny czynnik którego wcześniej pod uwagę albo nie brano- albo nie mówiono o tym głośno. Tym czynnikiem jest oczywiście zysk w sensie ekonomicznym, materialnym.
Nie oznacza to jednak i nie wolno nam mylić tego zjawiska z całkowitą komercjalizacją wojen- która oznaczałaby prowadzenia wojen w celach materialnych.
Głównym bowiem powodem prowadzenia wojen, oprócz celów ściśle materialnych- są powody niematerialne- czyli walka w imię wiary. Może się to wydawać nieaktualne, ale religia jest i będzie nadal jednym z głównych czynników prowadzenia wojen.
Trzeci czynnik w związku z którym prowadzimy wojny jest ściśle związany z problemem przeludnienia i związanego z nim, ale nie tylko, kończącym się zbiorem zasobów naturalnych. Nie można mylić tego z wojną w celach komercyjnych, bo nie chodzi tutaj zysk ale o najzwyklejsze przeżycie. Stąd też wojny o wodę, ropę, miedź, diamenty, złoto, tlen… Związane jest też z tym geopolityczne założenie o “trzymaniu Azji w ryzach”, bo zbytnio rozwinięta Azja zje nam zbyt dużo surowców, a na koniec nas zaatakuje. Z tym utrzymywaniem Azji w ryzach to się chyba trochę nie udało, no ale to już inny temat.
Tak więc pierwszy argument- ten o komercjalizacji wojny wydaje mi się nie do końca trafiony- mamy bowiem do czynienia nie z komercjalizacja wojny, ale z wzięciem pod uwagę uwarunkowań komercyjnych podczas prowadzenia wojen.
Dwa.
Stwierdził Pan iż drugim czynnikiem obecnych wojen jest asymetryczność. I również nie jest to do końca prawda.
Jest tak dlatego, iż USA z jednej strony jest najsilniejszym mocarstwem na świecie, to prawda, ale z drugiej strony, pół świata jest przeciwko Stanom Zjednoczonym. I Herkules słaby kiedy ludzi kupa. Domyślam się że w Pana głowie pojawił się właśnie argument: “Ale wrogowie USA nie są tak dobrze zorganizowani”. Czyżby? Po pierwsze mamy do czynienia z wojującym Islamem. Po drugie- ze zmodernizowanym systemem komunistycznym, który wyciągnął wnioski i przekształca się w system społecznej gospodarki rynkowej. Tak więc wojujący Islam na spółkę ze zmodernizowanym systemem komunistycznym są obecnie śmiertelnym wrogiem USA, wrogiem o tyle niebezpiecznym że niezauważalnym.
Do tego dochodzi ciche moim zdaniem wsparcie Izraela i Państw Europy zachodniej dla zarówno USA jak i jego wrogów- i już mamy gotowego realnie silnego przeciwnika USA.
Mówiąc w skrócie- USA nie prowadzi wojny asymetrycznej, ponieważ trzej wrogowie o których wspomniałem równoważą moim zdaniem siłę USA.
Dalej udowadnia Pan że terroryzm, partyzantka i intifada są przykładem prowadzenia wojny asymetrycznej. I znowu się nie mogę zgodzić, ponieważ te trzy narzędzia są wykorzystywane przez trzy powyższe siły będące nieprzychylnymi stanom zjednoczonym. Zgadzam się że terroryzm może być stosowany w wojnie asymetrycznej i jest jej typowym objawem. Ale samo wystąpienie działań terrorystycznych nie oznacza jeszcze że mamy do czynienia z woja asymetryczna- zależy bowiem kto te terroryzm stosuje.
Na koniec dodam może jeszcze że terroryzm globalny wcale nie jest zjawiskiem nowym. Samo założenie rewolucji światowej planowanej przez Bolszewików od samego początku- zakładało prowadzenie działań terrorystycznych, stąd też na dobra sprawę terroryzm globalny wymierzony w USA jest prosta kontynuacją rewolucyjnych planów Bolszewickich i Rosyjskich.
I już tak całkiem na koniec powiem że ani Wietnam, ani Afganistan, ani obecnie Irak- nie są przykładami wojny asymetrycznej, bowiem w Wietnamie bardzo ostro pomagali Wietnamczykom Komuniści z całego świata, w Afganistanie dla odmiany Amerykanie i zachód, a obecnie w Iraku wszyscy wrogowie USA z całego świata, np Iran.
Tyle, domyślam się że doczekam się riposty, i bardzo dobrze, bez wony nie ma rozwoju.
Pozdrawiam i życzę więcej tak ciekawych tekstów.
Panie Darku,
jezeli chodzi o pkt. 1 to przez komercjalizacje rozumiem celowe przedluzanie dzialan wojennych, co lezy w interesie, zarowno warlordow, jak i prywatnych armii (oni zarabiaja na dostarczaniu ‘pokoju’).
Uwazam tez, ze wiekszosc wojen ma podloze glownie ekonomiczne (religia, etos itd. to wg mnie sprawy drugorzedne). Tutaj pozwole sobie zwrocic uwage na spor angielsko – irlandzki. W ogolnym mniemaniu uwaza sie, ze konflikty wywolaly niesnaski spoleczno-religijne miedzy katolikami a protestantami/unionistami. Otoz nie, Irlandczycy wystapili przeciwko Koronie, poniwaz ona “doila” (brzydko mowic) ich kraj ze wszystkiego (od sily roboczej po tereny przemyslowe).
Poza tym, komercjalizacja wojny przenosi sie na poziom mediow – one tez zarabiaja na ofiarach konfliktow, a na dodatek sa wykorzystywane przez tych, co prowadza spory.
Jezeli chodzi o asymetrycznosc, to czy ‘wrogowie’ USA rownowaza ich sile? Nie jestem do konca przekonany. Proporcje sil rozkladaja sie niemiarowo. USA jest olbrzymem, starajacym sie rozdeptac stado mrowek, tyle, ze one sa na tyle mobilne, ze jezeli chcialoby sie je zniszcyzc, to trzebaby bylo poniesc olbrzymie koszty.
Terroryzm, partyzantka itd. to tylko strategie – niekoniecznie ‘wojny’.
Odnośnie wspomnianych ‘wojen asymetrycznych’ to prosze zauwazyc, ze w niczym nie przypominaly konfliktow przed nimi (tj. I i II wojny swiatowej). Nie bylo juz wielokilometrowych frontow, dzialania zbrojne przeniosly sie na jakies rubieze itd.
Przepraszam za nielad, ale pisze ze sluzbowego komputera ;-)