Wojenna strategia powietrzna

9 08 2008

Praktycy i teoretycy wojenni, zasadniczo, wymieniają pięć strategii prowadzenia działań wojennych. Dwie z nich, tj. terroryzm i wojnę partyzancką, poruszaliśmy już. Pozostałe to Blitzkrieg (czysto ofensywna, nastawiona na szybkie pokonanie przeciwnika, bardzo kosztowna, bo wymagająca najlepszego sprzętu oraz zdecydowanej kadry oficerskiej), doktryna Maginota (swego rodzaju przeciwieństwo dla Blitzkriegu, bo nastawiona na działania defensywne, oparte na fortyfikacjach/systemach obronnych, np. amerykańska tarcza antyrakietowa), oraz ostatnia – wojenna strategia powietrzna (znana też z angielskiego określenia, jako indirect approach lub też, jako miękkie podbrzusze).

Strategiczna wojna powietrzna swój początek wzięła w Wielkiej Brytanii po roku 1939. Jej pierwowzoru można upatrywać w brytyjskiej koncepcji prowadzenia wojny na morzu (już w czasach napoleońskich), która to zakładała minimalizację strat własnych poprzez atakowanie przeciwnika w jego najsłabszych punktach. Chodzi o to, aby unikać natarć, na najlepiej wyposażone i zorganizowane punkty wroga, a siłę własnego ognia kierować właśnie w miękkie podbrzusze. Churchill, który był głównym twórcą strategii, miał na myśli odcięcie przeciwnika od dostaw broni i amunicji, pożywienia i surowców, ale też pozbawienie go pomocy od mniejszych/słabszych sojuszników, którzy i tak nie mogliby pozwolić sobie na odwet.

Ale już nawet na samym początku wprowadzania tej metody, Brytyjczycy, nie postępowali z nią zgodnie. Anglicy skierowali ostrze, swej machiny wojennej, nie przeciwko zewnętrznym liniom zaopatrzeniowym, a przeciw centrom gospodarczym przeciwnika. Do tej sytuacji doszło dwukrotnie.
Pierwszy raz w 1915 r., podczas uderzenia w Imperium Osmańskie, a dokładnie na półwysep Gallipoli, drugi raz wiosną 1940 r. podczas próby odcięcia dostaw szwedzkiego żelaza do Niemiec przez Norwegię.
Anglicy uznali, że lepszym celem będzie siła żywa wrogiego przemysłu, czyli robotnicy. Stąd wzięto pod ogień fabryki, ale też osiedla mieszkalne. Przy tym, atakujący, unikali rozstrzygnięcia podczas walnej bitwy, co ostatecznie skutkowało zatarciem granicy, pomiędzy celami wojskowymi a cywilnymi. Dosadniej rzecz ujmując, wojna została upaństwowiona, a ataki w ludność cywilną były przeprowadzane z premedytacją.

Błędnym byłoby oskarżanie tylko Brytyjczyków o takie postępowanie. W trakcie II wojny światowej, uderzenia w cywilną infrastrukturę były na porządku dziennym i czyniły tak zarówno Niemcy, jak i Amerykanie (Hiroszima i Nagasaki mówią same, za siebie). Podobne naloty przeprowadzali też Amerykanie w Wietnamie. Naloty dywanowe miały zapewnić osiągnięcie celów militarnych i politycznych bez angażowania do tego sił lądowych. Z takiego założenia wychodzono w trakcie konfliktu w Kosowie (bombardowania linii energetycznych oraz wodociągów) – tutaj osiągnięto oba cele, ale też w Afganistanie.

Obecnie strategia wydaje się jedną z najwygodniejszych, dla wszystkich państw demokratycznych, których społeczeństwa nie pogodziłby się ze stratą zbyt wielu żołnierzy na linii frontów, stąd dla polityków jest ratunkiem przed politycznym samobójstwem. Dlatego też, państwa interweniujące, w różnych punktach zapalnych świata, są skłonne poświęcić część cywilów dla osiągnięcia swych celów, z zastrzeżeniem, że ta liczba nie może też być zbyt duża i należy ją ograniczyć jak się tylko da. Myślenie to osłabia zachodnie demokracje, ponieważ nakazuje im pokładać ufność wyłącznie w ataki z powietrza i morza, ewentualnie przy użyciu oddziałów specjalnych.
Dlatego też, obecnie, demokracje nie są w stanie prowadzić wojen symetrycznych. Uzależnione od kadencyjnych wyborów i opinii publicznej, nie mogą pozwolić sobie, na wysłanie setek tysięcy żołnierzy do walki. Ówczesne demokracje, jeżeli już muszą, to są w stanie brać udział w konfliktach asymetrycznych, w których własne straty i obciążenia gospodarcze nie będą zbyt wymagające.

Oczywiście, zachodnie demokracje (pragnące bronić światowego pokoju i stabilizacji) są gotowe interweniować na terenie całych regionów. Nie jest to zależne od ich siły militarnej, ani też od tego, czy wyczerpano już wszystkie metody miękkiej dyplomacji, tylko od tego, czy będzie je na to stać (politycznie i gospodarczo).