Meksykańskie narkowojny

26 02 2009

Od kilku lat w Meksyku toczy się wojna pomiędzy kartelami narkotykowymi, a meksykańskim rządem. Z każdym rokiem spirala przemocy nakręca się coraz bardziej, co prowadzi do powolnej utraty legitymizacji i dysfunkcjonalności państwa, jako całości.  Kiedy w 2006 roku prezydentem zostawał Felipe Calderon obywatele Meksyku żywili nadzieję, iż rozmieszczenie dodatkowych tysięcy federalnych funkcjonariuszy doprowadzi do rozwiązania problemu narkotykowego. Jednak sytuacja wcale się nie poprawiła i w samym 2007 r., w wyniku walki z narkobiznesem, śmierć poniosło ponad 2.500 ludzi, a przez cały 2008 r. zginęło ponad 4 tysiące. Strzelaniny, egzekucje to tylko część problemu. Bardzo istotną kwestią jest też przeprowadzenie reform w ustawodawstwie, ale to jest działanie długofalowe. Kluczową kwestią stanowić będzie zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w rozwiązanie meksykańskiego problemu.

90% amerykańskiego rynku kokainowego pochodzi właśnie z Meksyku. Transferem zakazanych substancji trudnią się głównie narkotykowe gangi działające przy meksykańsko-amerykańskiej granicy i południowo-wschodnim wybrzeżu. Fala przemocy w tych regionach osiągnęła apogeum. Od 2006 r. zauważono, iż narkobaronowie wręcz lubują się w dekapitacjach. Brutalne zbrodnie często są rejestrowane i przekazywane do publicznych mediów, jako tzw. „narkowiadomości”. Główną funkcją tych „wiadomości” jest zastraszanie federalnych rządów oraz przeciwników z branży. Do niedawna akty przemocy dotykały wyłącznie środowisk narkotykowych, ale od ostatnich dwóch lat nikt w Meksyku nie może czuć się bezpieczny, nawet policjanci, sędziowie czy dziennikarze.

Już w 2006 r. Calderon wysłał 36 tys. żołnierzy mających wspomóc policję federalną. Jednak, było to tymczasowe rozwiązanie, którego pozytywne efekty widać było tylko w 2007 r. Eksperci uważają, iż Calderon nie miał, i nadal nie posiada, wypracowanej strategii walki z narkotykowym podziemiem. Dużym problemem dla niego jest też przesiąknięta korupcją policja, zarówno na poziomie lokalnym, federalnym i państwowym. Prezydent może szukać oparcia tylko, w dobrze wyszkolonym, wojsku. Armia (obok kościoła), to jedna z niewielu instytucji, przed którą Meksykanie czują respekt. W przeciwieństwie do innych państw latynoamerykańskich, meksykańska armia nie jest wykorzystywana jako czynnik politycznego nacisku. Aczkolwiek uważa się, iż zaangażowanie wojska w walkę z narkobiznesem, może narazić je na korupcję, podobnie jak policja teraz.

Obecnie meksykańskie media zorientowane są na militarną strategię rozwiązania narkoproblemu. Oprócz tej drogi, rząd Meksyku prowadzi również kilka innych działań, np.:

  • Inicjuje reformy w prawie (meksykański kongres zaaprobował przepisy zwiększające kary za handel narkotykami, publiczne procesy gangsterów oraz wprowadzające specjalne grupy sędziów, mających uprawnienia do przeprowadzania procesów w trybie pilnym);
  • Ma stworzyć ogólnopaństwową bazę danych o najgroźniejszych przestępcach oraz ma powołać specjalny departament, mający za zadanie koordynację działań grup szybkiego reagowania.
  • Rozszerza kompetencje „meksykańskiemu FBI”, czyli Federalnej Agencji Śledczej (Federal Agency of Investigation) – odpowiedzialnej za zbieranie informacji wywiadowczych.

Pomimo tych działań problem narkoterroru ciągle wzrasta. Do tej pory, pomiędzy handlarzami a rządzącymi istniała niepisana umowa, dająca tym drugim nietykalność. Powoli przestaje ona obowiązywać, dlatego też elity polityczne Meksyku znajdują się w sytuacji permanentnego zagrożenia.

W wyniku tej „wojny” rządzący tracą też poparcie społeczeństwa, którego coraz mniejszy procent wierzy w zwycięstwo nad handlarzami narkotyków. Obecnie 53% obywateli uważa, że rząd przegrywa w starciu z przestępcami.

Z kolei władze federalne Stanów Zjednoczonych donoszą o zwiększonej działalności meksykańskich karteli narkotykowych na własnym terytorium. Dlatego oczywistym jest, że jeżeli USA nie będzie reagował na problemy swojego sąsiada, to prędzej czy później południowoamerykańskie narkomafie będą regularnie działać i funkcjonować na terytorium Stanów. Jak do tej pory, sąsiad Meksyku ogranicza się głównie do symbolicznej pomocy w postaci pochlebnych raportów dla działalności ekipy Calderona. Meksykanie nieustannie apelują o większe wsparcie logistyczne i finansowe (szczególnie to drugie).

MC





Wojna czy konflikt z terroryzmem?

24 02 2009

Czy rzeczywiście 11 września 2001 roku był początkiem wojny z terroryzmem, w której po przeciwnych stronach barykady znalazły się podmioty państwowe, na czele z USA, a po drugiej bezpaństwowe grupy terrorystów uzbrojonych w psychologiczny oręż?

Zjawisko wojny, w najprostszym tego słowa rozumieniu, jest pewną relacją międzyludzką. XX wieczne ujęcie nakazuje przyjąć, że są tą stosunki oparte na podstawie historyczno-ekonomiczno-politycznych relacji między dwoma, państwami. Tradycyjnie, wojnę miały toczyć ze sobą kraje, których interesy ścierały się w wymianie ciosów opartych na symetrii działań zbrojnych. Silniejszy, przy pomocy środków militarnych, narzucał słabszemu swoją wolę, co było swoistą kontynuacją stosunków politycznych między dwoma, równoprawnymi, graczami.

Szumnie powtarzany banał, mówiący o tym, iż atak na bliźniacze wieże WTC zmienił otaczającą nas rzeczywistość, wpłynął też na percepcję dzisiejszych wojen. W zasadzie nie możemy już mówić o zjawisku wojny w jego dawnym brzmieniu. Bardziej trafnym wnioskiem byłoby stwierdzenie, iż XXI wiek będzie erą konfliktów zbrojnych. W związku ze zmianą strategicznych układów sił po rozpadzie Związku Radzieckiego i zakończeniu okresu zimnej wojny, musiało nastąpić pewne przewartościowanie działań zbrojnych i samych wojen. W epoce zagrożeń asymetrycznych pojęcie wojny staje się przestarzałe i nie mieszczące się w marginesie kanonu operacji wojskowych. Stąd, coraz powszechniejszym jest używanie terminu „konflikt zbrojny”, którego największą zaletą jest to, że pozwala na bardzo szeroką analizę wszystkich sporów oraz napięć wewnętrznych, w których dochodzi do użycia siły.

W świecie Zachodu mało kto wyobraża sobie sytuacje, w której miałoby dojść do symetrycznego starcia dwóch państw na Starym Kontynencie. Stąd nikogo też nie dziwi, iż wojna symetryczna została zastąpiona wojną asymetryczną, w której prym wiodą terrorystyczne sieci, zorganizowane grupy przestępcze, rebelianci, międzynarodowe korporacje czy hakerzy. Operacje zbrojne zostały przeniesione z cywilizacyjnych centrów na ich peryferia, a rozróżnienie pomiędzy cywilami a biorącymi udział w walce niemalże przestało istnieć. W dobie zagrożeń asymetrycznych żołnierz i cywil to praktycznie to samo. Prowadzenie działań zbrojnych skomercjalizowało się. W wielu rejonach, szczególnie w Afryce, pokój jest rzeczą nieopłacalną, a tym samym niemile widzianą. „Czarny ląd” został zdominowany przez konflikty, w których udział biorą dzieci zamiast, a czołgi zostały zastąpione ciężarówkami, na których przewozi się moździerze.

W XXI wieku, jedyną bronią „słabszych” (terrorystów, piratów morskich, przestępców etc.) nie będą tylko błędy „silnych”. Ówczesne wojny nie mają mieć wyłącznie charakteru militarnego – ich celem nie jest niszczenie siły żywej przeciwnika. Trzonem asymetrii działań jest wywieranie wpływu na całe wspólnoty narodowe poprzez wykorzystanie społecznego strachu i budowanie ikony terrorysty samobójcy czy działających głęboko w sferze państwa organizacji przestępczych, które wywierają wpływ na proces legislacyjny i wykorzystują literę prawa dla własnych celów.

Chaos w stosunkach międzynarodowych jest największym sprzymierzeńcem podmiotów niepaństwowych. Ten sam chaos próbowali opanować w pierwszej połowie XX w. idealiści, którzy jako priorytet postawili sobie ustabilizowanie i uregulowanie relacji między państwami. Rozpad ZSRR zapoczątkował zmiany w systemie międzynarodowym, które obrały zupełnie nowy kierunek po ataku na WTC w 2001 r. Oba zdarzenia sprawiły, że chaos wybuchł z nową siłą.

Pojęciu „wojny z terroryzmem”, jeżeli chcielibyśmy je obronić, można przypisać pewne znamiona tradycyjnego ujęcia zjawiska (choć sam terroryzm jest jakością zupełnie odrębną). Terroryści prowadzą działania militarne: mają swoje obozy treningowe, łączy ich jakiś symbol, potrafią obsługiwać różne rodzaje broni. Kiedy nie prowadzą działań wymierzonych w cywilów, to zdarza się im atakować żołnierzy. Sama działalność terrorystyczna może być również preludium do rozpoczęcia regularnej wojny – może być elementem działań prowokacyjnych. Taka strategia, miałaby na celu zmuszenie przeciwnika (innego państwa) do rozpoczęcia własnych, regularnych działań zbrojnych. Nierzadko spotykanym zjawiskiem jest wspieranie terrorystów czy karteli narkotykowych przez państwa. Nikt nie ma wątpliwości co do kontaktów finansowych Iranu i Syrii z Hezbollahem, czy wenezuelskiego wsparcia dla rebeliantów z FARC działających w Kolumbii. Dlatego można pokusić się o wniosek, iż wykorzystanie strategii asymetrycznych (terroryzmu czy partyzantki) może być włączone w poczet regularnych działań wojennych państw.

Dużą trudność sprawia również odróżnienie terrorystów od partyzantów, ponieważ często się zdarza, iż stosują podobne metody działania. Najprościej rozróżnić jednych od drugich wtedy, gdy działalność partyzancka nie mieści się w kanonie prawa wojennego, czyli np. nie uznają obszarów zdemilitaryzowanych, osiągają swoje cele poprzez ataki na ludność cywilną. Terrorysta działa głównie z pobudek ideologicznych (wysadza się w autobusie), z kolei partyzant jest pragmatykiem (wysadza strategiczny obiekt wojskowy).

Wydaje się, iż XXI wiek będzie domeną konfliktów asymetrycznych, opartych głównie o grę niepaństwowych aktorów. Nie oznacza to jednak, iż tradycyjne wojny zostaną porzucone, czego dowodzi „wojna sierpniowa” między Rosją a Gruzją z 2008 r. Jednak ten konflikt rozegrał się gdzieś daleko, podobnie jak amerykańska inwazja na Irak z 2003. W obu wspomnianych wojnach, dostrzec możemy znamiona asymetrii. „Wojna sierpniowa” oparta była głównie o działania małych, dobrze wyszkolonych i uzbrojonych jednostek specjalnych z kolei amerykańska inwazja przedstawiała również starcie dwóch poziomów cywilizacyjnego rozwoju: informatycznego i przemysłowego.

Dzisiejsza rzeczywistość stosunków międzynarodowych cechuje się bardzo dużą trans granicznością zachodzących w niej procesów, co ma również wpływ na sferę działań wojennych. Choć „stare wojny” nie zostały jeszcze zastąpione „nowymi”, to już zaczęły nosić ich znamiona. Coraz większa ilość aktorów niepaństwowych będzie przyspieszać i pogłębiać ten proces. Z kolei komercjalizacja wojskowości sprawi, że bezpaństwowcom będzie dużo łatwiej prowadzić własne wojny, czy to z państwami czy z innymi bezpaństwowcami.

MC

Zobacz też Wojna a konflikt zbrojny

Wpis pojawił się wcześniej na Portalu Spraw Zagranicznych





Polityka Globalna [WSPÓŁPRACA]

19 02 2009

KriegZone rozpocznie wkrótce współpracę z portalem Polityka Globalna. Z tego tytułu chcielibyśmy wszystkich serdecznie zaprosić do zaglądania na tą platformę.

Polityka Globalna zajmuje się prezentowaniem bardzo szerokiego ujęcia stosunków międzynarodowych, od problemów gospodarczych po bezepieczeństwo narodowe.

Zapraszamy!