Cywilna broń Hamasu

23 03 2009

Izraelska operacja Cast Lead jest jednym z najlepszych przykładów konfliktu zbrojnego w wymiarze asymetrycznym. Izraelska armia zanim weszła do Strefy Gazy przez kilkanaście dni przygotowywała grunt dla piechoty i oddziałów pancernych, dokonując nieustannych bombardowań enklawy z morza, powietrza i lądu. Z kolei bojówki Hamasu unikały, niczym ognia, bezpośrednich starć z IDF na otwartej przestrzeni ograniczając się do nieregularnych potyczek na obrzeżach miast – w wyniku których próbowano wciągać Izraelczyków w zurbanizowaną dżunglę.

Analiza asymetrycznej taktyki Hamasu, która opierała się głównie na stosowaniu „zasłoniętych ataków” i nie mogłaby się obejść bez udziału cywili, służących nierzadko jako dodatkowe zabezpieczenie dla walczących Palestyńczyków.

Dzisiaj jeszcze nie wiemy do końca, czy Izraelowi zdołał całkowicie zniszczyć militarną infrastrukturę Hamasu. Wiemy natomiast, że udało się tej organizacji stworzyć ogromną infrastrukturę wojskową ukrytą wokół palestyńskich domów oraz potrafiącą skutecznie „znikać” pomiędzy 1.4 milionami cywilów zamieszkujących Gazę (będącą jednym z najbardziej zaludnionych terytoriów na Ziemi).

Wykorzystywanie cywilów, jako ludzkich tarcz, ma za zadanie zmniejszyć podatność Hamasu, oraz przyznać im swego rodzaju immunitet, przeciwko działaniom IDF. Taka strategia ma też bardzo głęboki wymiar propagandowy – ułatwia organizacji walkę o serca i umysły mieszkańców Gazy, którzy czując się zagrożeni ze strony Izraela są bardziej wyrozumiali dla działań Hamasu. Terrorystyczna doktryna „ludzkich tarcz” została zainspirowana działaniami Hezbollahu, który stosuje tą strategię od 2000 roku.

Izraelskie służby donoszą o 20 tysiącach agentów operacyjnych Hamasu w Gazie, posiadających całą paletę środków militarnych. Od broni lekkiej, po pociski przeciwpancerne, a kończąc na ładunkach wybuchowych (domowej roboty) i wyrzutniach rakietowych-moździerzowych. Cała wojskowa infrastruktura znajdowała się (znajduje) w gęsto zamieszkanych obszarach, otoczona cywilnymi budynkami. Gaza podzielona jest na 8 części administracyjnych, które w zasadzie są obozami dla uchodźców oraz doskonałymi punktami rekrutacyjnymi i szkoleniowymi.

Ze względu na warunki topograficzne, Hamasowi jest dużo łatwiej stosować doktrynę „ludzkich tarcz” aniżeli Hezbollahowi (południowy Liban jest mniej zurbanizowany). W prawdzie tego typu strategia jest pogwałceniem międzynarodowego prawa publicznego – jest zbrodnią przeciwko ludzkości, ale w warunkach działań asymetrycznych jest jednym z najprostszych rozwiązań. Nie dziwi też specjalnie fakt, iż stanowiska moździerzowe często rozmieszczane są na szkolnych boiskach czy w prywatnych ogrodach. Takie cele trudniej neutralizować, bez szkód ubocznych – finezji przy wybieraniu lokacji bojownikom Hamasu nie brakuje.

Doktryna „ludzkich tarcz” w wydaniu Palestyńczyków koncentruje się na kilku kluczowych elementach, które razem tworzą skuteczną broń przeciwko wysoko zaawansowanej technologicznie armii Izraela.

Pierwszą składową doktryny jest rozmieszczanie żołnierzy, składów broni, ośrodków szkoleniowych w gęsto zaludnionych przez cywilów obszarach Strefy Gazy. Za takowe uważa się szkoły, szpitale, meczety czy publiczne urzędy. Zatem nic dziwnego, że dziś enklawa jest wielkim gruzowiskiem – Izrael chcąc uderzyć w krytyczną infrastrukturę Hamasu nie mógł obejść się bez szkód ubocznych, w postaci zrujnowanych budynków cywili i władz Autonomii. Często bojownicy wykorzystywali takie miejsca do urządzania punktów zaczepnych, w trakcie styczniowych walk z IDF. Kolejny, wspomniany wcześniej, czynnik to rozmieszczanie stanowisk moździerzowych i rakietowych na prywatnych posesjach (szkołach, meczetach) lub przed nimi. Hamas ma wtedy większą pewność, że Izrael nie zaatakuje takiego miejsca ze względu na straty w ludności cywilnej, a także łatwiej kamuflować takie stanowiska przed „oczami” satelity. Bojownicy, oprócz wykorzystywania cywilnych domów jako obronnych bastionów, uciekali się również do wykorzystywania karetek przy ewakuacji rannych z pola walki. W trakcie operacji Cast Lead media donosiły o broniących się w szpitalach czy meczetach bojownikach, wśród których znajdowało się też wielu (narażonych na niebezpieczeństwo) cywilów. Głównie w tego typu starciach ginęli niewinni ludzie, co było potem wykorzystywane jako medialny oręż przeciwko siłom Izraela.

Warto zaznaczyć, że Hamas wykorzystywał cywilów już wcześniej do prowadzenia działań zbrojnych. IDF donosi, że w trakcie poprzednich operacji w Strefie Gazy („Gorąca zima” oraz „Jesienne chmury”) żołnierze Hamasu prowadzili obronę z prywatnych rezydencji, a dzieci i kobiety (prawdopodobnie mieszkańcy tych obiektów) patrolowały okolicę i zbierały dane wywiadowcze. Standardem jest, że bojownicy Hamasu nie noszą żadnych symboli, widocznych znaków określających ich, jako „wojowników islamu” – tylko cywilne ubrania, które pozwalają im lepiej wtopić się w gęsto zaludniony krajobraz Strefy Gazy.

Kobiety i dzieci wydają się być najlepszymi „tarczami”, o jakich Hamas mógł tylko pomarzyć. Dominująca pozycja mężczyzny w islamie daje mu pewne przymioty do podporządkowania sobie kobiety, z kolei dziećmi dużo łatwiej manipulować niż dorosłymi. Zawsze pozostaje też argument strachu, który bywa bardzo motywującym bodźcem. Ich zadanie głównie polega na zbieraniu informacji, ale też zdarza się, iż stanowią ochronę dla budynku, w którym odbywa się ważne spotkanie wysokich przedstawicieli organizacji. Jeżeli istniałoby ryzyko ataku IDF na taki obiekt, to wystarczy wysłać na dach grupę kobiet z dziećmi żeby skutecznie odwieść Izraelczyków od wystrzelenia rakiety. Dzieci mogą też być kurierami – są bardziej mobilne, mniej zwracają na siebie uwagę. Kobiety nierzadko przeprowadzają samobójcze zamachy czy trudnią sie przemytem alkoholu i broni.

Zupełnie inną kwestie stanowi wykorzystanie cywili przy drążeniu nielegalnych tuneli pomiędzy Gazą a Egiptem. Jest to swoisty proceder, z którego de facto Gaza jest w stanie przeżyć. Kilkunastometrowe tunele pozwalają dostarczać do enklawy, z Egiptu, żywność (nawet żywe zwierzęta), artykuły chemiczne, alkohol i broń. Izrael w 2003 r. próbował rozwiązać problem podziemnych korytarzy poprzez ich zalanie ściekami przemysłowymi, ale gdy w 2005 r. Żydzi opuścili Strefę podziemny biznes odżył na nowo.

Nie dyskutuje się z tym, iż doktryna „ludzkich tarcz” jest wielkim gwałtem na prawach człowieka i prawie międzynarodowym. Na pewno też nie wszyscy mieszkańcy Gazy tak ochocza podchodzą do tego, iż są instrumentem w palestyńsko-żydowskich konfliktach zbrojnych (i politycznych). Jednak wydaje się, że to najskuteczniejsza forma obrony, jaką Hamas może stosować przeciwko Izraelowi. W trakcie operacji Cast Lead nie udało się bojownikom wciągnąć żydowskie wojska dość głęboko w miejskie dżungle, aby zgotować im piekło na Ziemi. Dlatego bilans, prawdopodobnych, strat jest na niekorzyść Hamasu.

Także nie dyskutuje się z tym, iż Izrael również ma na swoim sumieniu wiele niehumanitarnych zachowań, które w parę miesięcy po operacji Cast Lead wychodzą na światło dzienne. Umyślne zabijanie cywilów czy oskarżenia o stosowanie pocisków ze zubożonego uranu to pewnie tylko początek lawiny, która czeka Ehuda Olmerta w najbliższym czasie.

MC





Globalne wyzwania dla międzynarodowej polityki w XXI wieku [Konferencja]

23 03 2009

Koło Naukowe Politologów UŁ zaprasza na konferencję naukową, której tematem będą:

“Globalne wyzwania dla międzynarodowej polityki w XXI wieku”

Cel i główne założenia konferencji:

Celem konferencji jest zaprezentowanie różnych punktów widzenia na globalne problemy i wyzwania współczesnego świata. Organizatorzy pragną podjąć próbę systematyzacji i konkretyzacji zagrożeń i wyzwań, jakie niosą ze sobą procesy globalizacyjne. W trakcie konferencji poruszona zostanie tematyka z zakresu:

· Międzynarodowego terroryzmu

· Współczesnych konfliktów zbrojnych

· Przestępczości zorganizowanej

· Proliferacji broni masowego rażenia

· Służb specjalnych

· Demokracji i praw obywatelskich

· Energetyki

· Służby zdrowia oraz demografii

· Ochrony środowiska naturalnego

· Wyzwań dla polityki najważniejszych graczy międzynarodowych

Zgłoszenie

Osoby chcące wziąć udział w konferencji powinny przesłać wypełniony formularz zgłoszeniowy, który znajduje się na stronie Koła Naukowego Politologów UŁ: http://www.polityczni.glt.pl

Wystąpienie

Od Uczestników konferencji oczekuje się merytorycznego wystąpienia, które nie będzie dłuższe niż 15 minut oraz prezentacji multimedialnej.

Terminarz:

· Do 15 kwietnia 2009 należy przesłać formularz zgłoszeniowy oraz krótki abstrakt swojego wystąpienia

· Do 22 kwietnia 2009 organizatorzy poinformują o zakwalifikowaniu zgłoszenia

· 13 maja 2009 – Konferencja

Organizatorzy nie zapewniają dofinansowania przejazdu, ani noclegu – nie przewidujemy także opłaty konferencyjnej. Organizatorzy oferują pomóc w zakresie szukania noclegów przez uczestników.

Organizatorzy planują wydanie publikacji pokonferencyjnej w roku akademickim 2009/2010. Publikacja będzie spełniać wszystkie wymogi pracy naukowej (numer ISBN oraz recenzja).

Patronat medialny:

Polityka Globalna





Ukochane dziecko zimnej wojny – bomba atomowa

12 03 2009

Trwający od początku lat 50. XX wieku wyścig zbrojeń sprawił, że przez cztery dekady ludzkość była świadkiem najdziwniejszej wojny w jej historii - dwa supermocarstwa, określane mianem „imperium nadziei” oraz „imperium strachu” trwały w zamrożonym konflikcie, nierzadko trzymając palec na nuklearnym spuście.

Wszystko zaczęło się od połączenia pocisków wybuchających z wykorzystaniem maszyn latających do ich przenoszenia i zrzucania na wybrane cele. Ostatecznym skutkiem, tych dwóch osiągnięć było zrzucenie dziesiątek tysięcy bomb na Drezno (przy użyciu dwóch tysięcy samolotów) w trakcie drugiej wojny światowej. Niedługo potem wystarczył tylko jeden samolot, aby obrócić w perzynę centrum Hiroszimy.

Mówi się, iż wynalezienie broni atomowej uratowało świat przed wzajemnym zniszczeniem po drugiej wojnie światowej. Do czasu tej wojny, za siłę państwa uchodziła jego liczba ludności (zdolna do podjęcia walki), struktura wieku, produkcja przemysłowa i rolnicza. Od 1939 r. dużo ważniejsze stało się posiadanie broni o wielkiej mocy niszczenia, logistyka i infrastruktura oraz ogólna organizacja państwa.

Ale dopiero zakończenie wojny globalnej przyniosło ze sobą eskalację w produkcji zbrojeniowej państw – przemysł wojskowy, nigdy dotąd, nie był aż tak eksploatowany. Gdy rozpadał się Związek Radziecki liczebność jego armii wynosiła około 4 milionów żołnierzy, w ChRL –było to ponad 3 miliony, USA – 2 miliony. Zimna wojna, oprócz wzrostu ilościowego militarnych potencjałów, przyniosła też jakościowe zmiany w armiach świata. Głównie chodzi o przechodzenie z triad konwencjonalnych (siły lądowe, morskie i powietrzne) na triady atomowe, wyposażone w broń nuklearną przenoszoną za pomocą rakiet krótkiego, średniego i dalekiego zasięgu.

Broń atomowa stała się szybko „najukochańszym dzieckiem” wyścigu zbrojeń. Amerykański monopol na nią został szybko przełamany przez Związek Radziecki, który posiadał własną głowicę już w 1949 roku. Zaczął tworzyć się tzw. „klub atomowy”, do którego w 1952 r. przystąpiła Wielka Brytania, w 1960 Francja, Chiny (1964 r.). Indie, które stworzyły własną broń atomową w połowie lat 70. były akceleratorem dla pakistańskiego programu atomowego – ten jednak przeprowadził pierwszą próbę dopiero pod koniec XX wieku. Od początku lat 90. RPA również należy do „klubu”. Kilka państw podejrzanych jest o posiadanie własnej broni atomowej (Izrael do dziś się nie przyznaje, że ją posiada). Z kolei kraje takie, jak Korea czy Iran spędzają sen z powiek światowym decydentom swoimi programami atomowymi.

Do końca XX wieku przeprowadzono prawie 2 tys. próbnych wybuchów – rekordzistą są Stany Zjednoczone, które dokonały przeszło 950 testów. Nie można też zapominać o aktywnych, jak na swoje możliwości, Indiach i Pakistanowi (po 6 prób) – każde tego typu doświadczenie jest obłożone wysokimi kosztami, od 30 do 150 milionów dolarów. Na początku XXI wieku w arsenałach atomowych znajdowało się około 60 tys. głowic (z czego 98% znajdowało się w USA i Federacji Rosyjskiej, lub w jej strefie wpływów). Liczba głowic posiadała w sobie moc 1 miliona bomb zrzuconych 50 lat wcześniej na Hiroszimę. Ta ponura statystyka tworzyła potencjał „wielokrotnej zagłady” (overkill capacity). Hipotetyczny konflikt między Indiami a Pakistanem, w którym doszłoby do nuklearnej wymiany ciosów spowodowałby katastrofalne, i niemalże nieodwracalne zmiany w światowym ekosystemie.

Powstanie broni atomowej wymusiło na jej twórcach stworzenie sposobów jej przenoszenia, tak na wszelki wypadek. Doprowadziło to do powstania, wspomnianej wcześniej, triady atomowej. De facto składało się na nią kilka rodzajów typu rakiet, które były rozmieszczane zarówno na lądzie, jak i wodzie czy w powietrzu. Mające zasięg 5,5 tys. km międzykontynentalne rakiety balistyczne (ICBM) rozmieszczane były na lądzie, z kolei łodzie podwodne przenosiły pociski typu SLBM, a bombowce zaopatrzone były w bomby atomowe i samosterujące rakiety nuklearne (ALCM). Jednym z największych sukcesów, w technologizacji sztuki wojennej, było wdrożenie wielogłowicowych rakiet MIRV, które służą do atakowania kilku celów na raz, oddalonych od siebie nawet o setki kilometrów. Technologię tą potem rozwinięto, co zaowocowało rakietą typu MARV, której głowice mogły nawet w trakcie lotu zmienić cel i obrać nowy kierunek. Gdy powstawały pierwsze rakiety kontynentalne ich krytycy argumentowali, że w przeciwieństwie do bombowców, nie będzie można ich odwołać po starcie. Dziś ten pogląd jest już mniej aktualny, ale wciąż żywy w przypadku państw o słabiej rozwiniętej technologii niż USA, a posiadających broń atomową. Współczesną tendencją jest też tworzenie coraz mniejszych i lżejszych ładunków atomowych, które mogłyby posłużyć do wymierzania precyzyjnych, chirurgicznych uderzeń na terytorium wroga.

To dzięki istnieniu broni atomowej powstała doktryna odstraszania, która towarzyszyła zmaganiom mocarstw przez większość czasu zimnej wojny. Broń atomowa miała, i ma, tak wielką siłę niszczenia – a obrona przed nią jest na tyle trudna, że każde państwo zastanowiłoby się trzy razy nim uderzyłoby na inne posiadające w swoim arsenale tą absolutną broń. Sama doktryna odstraszania stanowiła istny paradoks sytuacji międzynarodowej. Jej głównym celem było zapobiegnięcie eskalacji kolejnego, światowego konfliktu – a miał on zostać osiągnięty poprzez rozbudowę potencjałów militarnych (si vis pacem, para bellum?).

Zimna wojna była też czasem, w którym powstawały i ewoluowały doktryny atomowe. Trend przedstawiał się w ten sposób, że na każde 10 nowych doktryn amerykańskich, sowieci przedstawiali jedną. Najpopularniejszą było oczywiście wyprowadzenie pierwszego ciosu i zadanie jak największych strat przeciwnikowi. Jednak groźba przeprowadzenia przez oponenta kontrataku doprowadziła do powstania idei MAD’a (mutually assured destruction), czyli wzajemnego zniszczenia. MAD zakładał stworzenie sił na tyle rozbudowanych, aby mogły przetrwać pierwsze uderzenie, a następnie odpowiedzieć własnym. Jednak MAD był ideą amerykańską, popularną w kręgach J.F. Kennedy’iego i Johnsona. Sowieci w swoich planach zakładali m.in. że nawet w przypadku konwencjonalnego starcia z USA użyliby broni atomowej, np. po to żeby przygotować grunt dla swoich dywizji pancernych.

Chociaż zimna wojna dziś już jest reliktem przeszłości (choć niektórzy mogą uważać, iż mamy do czynienia z nową wojną tego samego typu), to problem proliferacji broni masowego rażenia (nie tylko atomowej) pozostaje wciąż żywy. Jest to spowodowane kilkoma czynnikami.

Pierwszy to powstawanie coraz większej liczby niepaństwowych graczy, którzy mają lub chcą mieć dostęp od broni atomowej. Są to często organizacje wywrotowe (terroryści), ale bardzo prawdopodobne, że zorganizowane grupy przestępcze będą chciały użyć broni WMD jako straszaków na państwa, w których prosperują. Dziś już jesteśmy świadkami prywatnych armii, więc co by miało stać na przeszkodzie przy tworzeniu prywatnych arsenałów militarnych.

Drugim jest komercjalizacja wojskowości, która ówcześnie odbywa się na wielu płaszczyznach – tworzenie nowych rodzajów broni, które de iure mogą mieć zupełnie inne rozwiązania, aniżeli militarne i być ogólnodostępnie sprzedawane. Swoboda w międzynarodowym handlu może, w wyniku różnego rodzaju machinacji, być swobodą przepływu technologii i ludzi ją posiadających.

Trzeci czynnik, to ciągle nieuregulowane kwestii broni atomowej w dawnym Związku Radzieckim. Arsenały często obchodziły się bez inwentarza, ludzie odpowiedzialni za ochronę składów broni często nie wywiązywali się ze swoich obowiązków, powszechny był nielegalny handel bronią. W pewnym sensie problem dotyczy też potencjału atomowego Stanów Zjednoczonych, który obecnie liczy ponad 5,4 tys. aktywnych głowic atomowych.

Arsenały rozbudowywano, ponieważ uważano je za polisę ubezpieczeniową. Dziś, broń tego typu nie ma już takiego znaczenia, ale nie straciła nic na swojej destrukcyjności. Po 1991 roku wydawało się, że problem nadwyżki bomb zostanie rozwiązany przez podpisanie nowych traktatów rozbrojeniowych – START 1, START 2 oraz Układ Moskiewski. Zgodnie z postanowieniami tego ostatniego, arsenał USA ma liczyć 1,7 tys. pocisków (max 2,2) oraz zakazano umieszczać głowice jądrowe na orbicie okołoziemskiej.

Obawy rodzi fakt, że od 1989 w USA nie produkuje się nowych głowic. Wynika stąd, że arsenał nuklearny ostatniego supermocarstwa ma przynajmniej 20 lat, a na pewno więcej, i szybko się starzeje bo nie jest modernizowany i przystosowywany do nowych warunków. W USA słychać głosy, o rosnącym zagrożeniu ze strony Moskwy, która robi się coraz bardziej agresywna, a siła odstraszania Ameryki idzie w zupełnie drugą stronę. Stąd też obawy, że Stany nie będą mogły należycie odpowiedzieć na działania potencjalnego adwersarza, bo ten będzie przekonany o niewydolności amerykańskiej triady.

Nie można jednak pomijać faktu, iż USA posiada najlepiej wyszkoloną i najbardziej mobilną armię świata, która nieustannie dozbraja się przy pomocy „kosmicznych technologii” i cybernetyki. Z drugiej strony, siły Ameryki są rozciągnięte po większej części globu i maja ręce pełne roboty, a liczba niepaństwowych graczy wcale nie maleje.