Haiti – pomiędzy jedną katastrofą a drugą

29 04 2009

Wyobraźmy sobie państwo, w którym nie ma rozwiniętego przemysłu – nowoczesne technologie są praktycznie poza zasięgiem, a jedyną (legalną) formą utrzymania się jest uprawa ziemi. Następnie załóżmy, że kraj ten nie posiada silnych instytucji publicznych, ani też sprawnego rządu, większość społeczeństwa żyje w biedzie – a ta jest jeszcze bardziej potęgowana niekontrolowanym przyrostem naturalnym ludności. Przeludnione miasta, brak infrastruktury komunalnej prowadzi do erozji i zasolenia gleb, pustynnienia terenów zielonych, zmniejszania się, jakże ważnych, gruntów rolnych. Sytuacja taka nie sprzyja kooperacji przy zwalczaniu klęsk żywiołowych, nie wspominając w ogóle o jakimkolwiek ustabilizowanym życiu polityczno-społecznym. Zastana rzeczywistość może prowadzić państwo na skraj upadku – pogrążenia się w domowym konflikcie o środowisko naturalne. W sporze tym nie obserwowalibyśmy walki między pro-zieloną a utylitarną stroną społeczeństwa. Konflikt toczyłby się o dostęp do jeszcze nie zdegradowanych terenów, nadających się pod uprawę roli i osadnictwo.

Powyższa wizja przyszłości, może okazać się szarą rzeczywistością Republiki Haiti, czego dowodzi raport przedstawiony przez International Crisis Group.

Oprócz braku skutecznego, politycznego przywództwa, jednym z kluczowych problemów mieszkańców Haiti jest niekorzystny klimat, w jakim położone jest ich państwo.  Niemalże co roku kraj dotykany jest  przez gwałtowne powodzie i huragany. W latach 2001 – 2007 katastrofy naturalne zabiły ponad 18 tysięcy osób a 132 tysiące pozostało bez dachu nad głową. Klęski żywiołowe dotknęły ponad 6 milionów ludzi (przy 9 milionach mieszkańców) powodując straty rzędu 4,6 miliarda dolarów.

Kolejnym problemem jest chroniczny brak energii elektrycznej w wielu regionach. Większość, bo aż 80% tej energii jest konsumowane przez stolicę, Port-au-Prince, która jest zasilana w wyniku spalania węgla drzewnego czy samych drzew. Haiti generuje tylko 5% prądu w hydroelektrowniach. 20% powstaje poprzez spalanie ropy czy gazu – z kolei ta forma pochłania aż połowę całego budżetu przeznaczonego na „światło”.

Używanie drzew jako głównego surowca energetycznego prowadzi do głębokiej degradacji gleb i lasów, co przejawia się w ich pustynnieniu i silnym zasoleniu. Obecnie zniszczeniu uległo ponad 50% terenów zielonych i nie wydaje się, żeby ten proces miał się zatrzymać w najbliższej przyszłości. Powodów tego stanu rzeczy można doszukiwać się w czasach kolonialnych, w których eksploatowano tutejsze lasy. Poza tym drewno, jak już wspomniano, stanowi podstawowy surowiec energetyczny państwa. W prawdzie rząd próbował wprowadzać programy mające uchronić lasy przed degradacją, jednak przed wprowadzeniem ich w życie kraj został politycznie zdestabilizowany anty-prezydencką rebelią w 2004 r.

Sytuacji ekologicznej kraju nie poprawia exodus ludności z centrów miast na peryferia i uprawianie na nich prymitywnej roli. Sprzyja to tworzeniu się slumsów (bidonville) pozbawionych dostępu do bieżącej wody, w których ludzie żyją w prowizorycznych budynkach. Miejsca takie, oprócz katastrofalnej infrastruktury komunalnej i publicznej (brak zakładów opieki zdrowotnej, szkół, policji etc.) często  są swoistymi enklawami, w których kwitnie zorganizowana przestępczość. W tego typu przypadkach litera prawa nie dotyczy danego miasta, które w zasadzie staje się ufortyfikowaną twierdzą dla gangsterów. W 2007 roku doszło do sytuacji, w której haitańska policja (Haitian National Police) wraz z oddziałami ONZ musiały przywracać porządek w Cite Soleil całkowicie opanowanym przez kryminalistów.

Katastrofalny stan środowiska naturalnego jest ściśle powiązany z problemami państwa na poziomie centralnym. W zasadzie nie istnieje spójna polityka socjo-ekonomiczna. Degradacja natury, oprócz negatywnego wpływu na szczeblu rządowym, generuje mnóstwo problemów dla jednostek samorządowych, w zasadzie osamotnionych w walce z siłami przyrody i jej zniszczeniem. Zasadniczym problem jest brak funduszy na przeprowadzenie do końca jakiegokolwiek planu rządowego i pomimo stwierdzenia przez rząd, w 2006 r., iż stan środowiska osiągnął już krytyczny poziom nic nie jest robione, ażeby poprawić sytuację. Rząd nie jest w stanie pomagać ofiarom powodzi czy huraganów, co ostatecznie prowadzi do delegitymizacji władzy.

Osłabiony, praktycznie bez realnego wpływu na sprawy państwa, rząd nie będący w stanie wyjść z impasu i stanąć naprzeciw wewnętrznym wyzwaniom powoli prowadzi Haiti na skraj upadku. Z raportu ICG wynika, iż sytuacja ze złej staje się jeszcze gorsza. W prawdzie analiza zawiera „środki zaradcze”, takie jak natychmiastowe naprawianie szkód katastrof naturalnych czy wzmocnienie władzy na poziomie lokalnym. Wydaje się jednak, że sytuacja jest już na tyle niekorzystna, iż bez międzynarodowej pomocy się nie obejdzie. Tutaj natrafiamy na pewną konotację, bardzo charakterystyczną dla naszych czasów – w rzeczywistości, w której bogata Północ powoli się deprecjonuje, a biedne Południe biednieje, nic bez pierwszego dla drugiego i tak się nie zrobi. Z kolei przysłowiowe „Południe” samo jest w stanie tylko pogrążać się w polityczno-społecznym chaosie.





Free Media

27 04 2009

KZ nawiązuje kolejną nić współpracy z zewnetrznym medium. Z tego tytułu chciałbym zaprosić wszystkich do odwiedzania niezależnego portalu opiniodawczego – Free Media.





Kosmiczne wojny

9 04 2009

W 1961 roku John Fitzgerald Kennedy obiecał swoim rodakom, że do końca dekady pierwszy Amerykanin postawi nogę na powierzchni Księżyca. Jeszcze w tym samym roku rozpoczęto prace nad kosmicznym programem Apollo, którego głównym zadaniem było wylądowanie na Księżycu i bezpieczny powrót na Ziemię. Prezydent deklaracji dotrzymał i w 1969 r. “imperium nadziei” przegoniło “imperium strachu” w wyścigu do gwiazd. 

Jednak okres zimnej wojny to bardziej rywalizacja na polu rozbudowywania arsenałów jądrowych oraz czas imperialistycznych tarć na cywilizacyjnych peryferiach. Choć wyniesienie pierwszego człowieka w kosmos było epokowym wydarzeniem, to dużo większą rolę odgrywały tu czynniki ideologiczne aniżeli militarne. Dopiero rozwój technologii i głębokie przeobrażenia na współczesnych polach walki pozwoliły na wykreowanie się koncepcji militarnego wykorzystania przestrzeni kosmicznej. 

Upadek ZSRR, oprócz przebudowania całego systemu międzynarodowego, zakończył wyścig zbrojeń między blokami państw. Stany Zjednoczone, jako jedyne mocarstwo na Ziemi, odeszło od ilościowej koncepcji rozwoju arsenałów na rzecz jakościowych przemian. Pod koniec XX wieku czynione to było na dwóch polach:

  1. miniaturyzacji broni nuklearnej, tak aby można było ją wykorzystać na polu walki
  2. rozwoju programów kosmicznych, pozwalających wykorzystać przestrzeń kosmiczną w działaniach wojennych.

Oprócz najaktywniejszych na tym polu Stanów Zjednoczonych można dziś jeszcze wskazać Federację Rosyjską oraz Chińską Republikę Ludową, które również starają się eksploatować kosmos w celach militarnych. Koniec XX wieku zaowocował na tyle dużym rozwojem technologii, i przewartościowaniem czynnika militarnego, że pozwoliło to na realny rozwój programów kosmicznych i wciągnięciem przestrzeni okołoziemskiej do międzynarodowej rozgrywki.

Narodowa Polityka Kosmiczna jest dokumentem, który wytycza amerykańskie priorytety odnośnie kosmosu. Została, po raz pierwszy, sformułowana w 1996 r. za kadencji Billa Clintona. Analogiczny dokument powstał też za kadencji Georga W. Busha – 31 sierpnia 2006 r. NPK stawia sobie za cel wykorzystanie przestrzeni okołoziemskiej do realizacji  zagranicznej polityki USA oraz podkreśla znaczenie kosmosu dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych. Bushowska “nowelizacja” dokumentu zakłada całkowitą dominację USA w kosmosie (mowa jest odrzuceniu pretensji innych państw do przestrzeni i ciał niebieskich, a także rozwijaniu programów kosmicznych wolnych od ingerencji innych państw). Z tego wynika, iż USA będą bardzo niechętnie spoglądać na wszelkie nowe próby usankcjonowania działań w kosmosie przez społeczność międzynarodową. Poza tym, doktryna zakłada aktywną obronę amerykańskich interesów w kosmosie. Może to oznaczać, iż Stany Zjednoczone będą starały się blokować obce działania w przestrzeni poprzez politykę odstraszania i blokowania przepływu technologii mających umożliwiać militarną eksploatację kosmosu. 

Ostry charakter NPK z 2006 r. doskonale odzwierciedla obraz polityki prowadzonej przez realistyczno-neokonserwatywną administrację prezydenta Busha. Warto wspomnieć, iż NPK z 1996 r. zakładała rozwój programów naukowych (obok militarnych) oraz jej wdrażanie miało być zgodne z postanowieniami międzynarodowych układów. 

Zgodnie z NPK-2006 głównymi celami Amerykanów w kosmosie ma być umocnienie własnego przywódca w wykorzystaniu kosmosu oraz przygotowanie technologii mających umożliwić przeprowadzanie operacji o charakterze obronnym. W praktyce oznacza to rozwój programów zbrojeniowych – głównie chodzi o stworzenie skoordynowanej obrony opartej na systemach rakietowych i systemie wczesnego ostrzegania. 

Charakter NPK-2006 został nakreślony w wyniku wysokiej aktywności ChRL w kosmosie, a także miał być podkreśleniem amerykańskiej supremacji nad resztą świata. Geopolityczne realia uległy drastycznym przemianom po zimnej wojnie, chociaż już wprowadzenie rakiet balistycznych zachwiało wizją świata kreowaną przez Mackindera. Amerykańską dominację w kosmosie można porównać do brytyjskiego panowania na morzach na przełomie XIX i XX wieku. Tutaj można posłużyć się tofflerowskim ujęciem geopolityki XXI wieku, czyli:

- kto rządzi w przestrzeni około ziemskiej ten podporządkowuje sobie Ziemię
- kto rządzi Księżycem, ten ma we władaniu przestrzeń okołoziemską
- kto sprawuje władzę nad L4 i L5(miejsce w przestrzeni, w którym siła grawitacji Księżyca i Ziemi są równe) ten rządzi układem Ziemia – Księżyc.

Chociaż USA obecnie dominuje w trzech płaszczyznach: w powietrzu, na lądzie i na morzu, to poprzez działania innych graczy międzynarodowych (ChRL, Rosja, UE) ta pozycja ciągle ulega erozji. Dlatego kluczowym będzie potwierdzenie i skonsolidowanie swojej pozycji w przestrzeni kosmicznej. Amerykanie, aby to osiągnąć, koncentrują swoje wysiłki na kilku polach. Chodzi o wywiad satelitarny (rozpoznanie, śledzenie, wczesne wykrywanie), komunikację (GPS) oraz systemy obrony przeciwrakietowej.

W prawdzie Amerykanie utrzymują, że ich działalność w kosmosie ma mieć charakter komercyjny , jednak sieć ponad 30 satelitów GPS może być wykorzystywana zarówno do transmisji danych, ale też jako urządzenia do namierzania celów i naprowadzania pocisków. Z kolei systemy przeciwrakietowe będą służyć do śledzenia obcych rakiet balistycznych i jako system wczesnego ostrzegania przed takowymi. Pojawiają się też pomysły rozmieszczenia nad Ziemią laserów o wielkiej mocy czy stacji orbitalnych wyposażonych w antyrakiety. Tego typu przedsięwzięciom na pewno sprzyja fakt, iż pod koniec 2001 r. Stany Zjednoczone wypowiedziały uczestnictwo w traktacie ABM.

Chociaż na arenie międzynarodowej to Federacja Rosyjska jest postrzegana, jako drugie mocarstwo kosmiczne, to ChRL nadaje się status głównego konkurenta dla Stanów Zjednoczonych w tym wymiarze. Państwo środka na początku XXI w. zwiększyło środki finansowe na rozwój programu kosmicznego, koncentrując się głównie na lotach załogowych. Dziś Chińczycy są jeszcze daleko za Amerykanami, ale szybk0 nadrabiają braki. Na początku 2007 r. przeprowadzili udaną próbę zestrzelenia własnego (nieużywanego) satelity, co świadczy o ich pracach nad bronią antysatelitarną. 

Pomimo zmiany warty w Białym Domu, kosmiczna doktryna Busha stale obowiązuje i jeśli Ameryka ciągle chce być mocarstwem na Ziemi, a supermocarstwem w kosmosie, powinna kontynuować linię poprzedniego prezydenta. Ta polityka jest jednak nie do końca zgodna z Traktatem o przestrzeni kosmicznej.

Najważniejsze postanowienie Traktatu (1967 r.) zakazuje rozmieszczenia broni masowego rażenia w przestrzeni i na powierzchni ciał niebieskich oraz zakazuje jakiejkolwiek działalności wojskowej na Księżycu i innych ciałach niebieskich. Traktat został podpisany i ratyfikowany przez 99 państw, w tym USA, Chiny i Rosję.

Wydaje się, iż militarne wykorzystanie kosmosu jest nieuniknione. Jest to podyktowane m.in. zmieniającą się percepcją pola walki. Nowoczesne armie odchodzą od tradycyjnej formy prowadzenia wojny – nie tworzy się już kilometrowych frontów, nie przeprowadza się walnych natarć na strategiczne punkty przeciwnika. Kluczem do zwycięstwa stają się chirurgiczne uderzenia we wrażliwą infrastrukturę. Dlatego coraz silniej będzie rozwijana koncepcja tzw. wojen bezdotykowych, czyli prowadzonych m.in. z kosmosu przy użyciu rozmieszczonych na orbicie arsenałów. Tworzenie nowych regulacji prawa międzynarodowego nie będzie hamowane tylko przez Stany Zjednoczone. Również Chiny nie pozwolą, żeby światowa społeczność zabroniła im dostępu do kosmosu. Efekt domina spowoduje, że również Rosjanie prędzej czy później wrócą aktywnie do gry i będą chcieli przejść do ofensywy.

MC