Do czasu inwazji na Irak w 2003 r. nazwa Blackwater była znana jedynie wąskiej grupie zainteresowanych osób. Mało kto spodziewał się wtedy, że założona, przez dawnego członka elitarnej Navy SEALS, firma ochroniarska rozrośnie się do rangi wielkiego konglomeratu, którego wpływy będą sięgać głęboko w głąb administracji Georga W. Busha. Nikt też nie podejrzewał, że popyt na zapewnienie bezpieczeństwa w strefie działań militarnych urośnie do rangi intratnego biznesu, którego zyski liczone były na miliardy dolarów.
Wydana nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego publikacja, pt. Blackwater. Powstanie najpotężniejszej armii najemnej świata, autorstwa Jeremiego Scahilla, dotyczy jednego z najbardziej dynamicznych procesów ówczesnej wolnorynkowej gospodarki, czyli prywatyzacji sektora bezpieczeństwa. Owe zjawisko wpisanej jest w ramy ostatniej rewolucji w sprawach wojskowości, której początki sięgają pierwszej wojny w Zatoce Perskiej z 1991 r. Jednak należy pamiętać o tym, iż ze zjawiskiem najemnictwa ludzkość ma do czynienia od dawien dawna, ale dopiero teraz proces ten zaczyna oddziaływać na struktury rządów i państw w sposób globalny.
Scahill w swojej książce udowadnia, iż prywatni żołnierze, najemnicy, kondotierzy czy jeszcze inaczej cywilni ochroniarze, zaczynają odgrywać coraz istotniejszą rolę w prowadzonych konfliktach zbrojnych, gdzie śmiertelność w strefie działań jest na tyle wysoka, że opinia publiczna danego państwa bojkotuje wysyłanie własnych wojsk i narażanie życia swoich żołnierzy w wojnach gdzieś na „końcu świata” (Irak, Afganistan). Tutaj pojawia się przestrzeń, którą doskonale wypełniają prywatni kontraktorzy nie będący pod presją opinii publicznej i rządowej opozycji. Najemnicy są zobowiązani tylko do przestrzegania kontraktów, które podpisują. Dlatego nadają się do wszystkich zadań i można liczyć się z ich stratą. Powyższe obostrzenia obywateli państw, ale też skuteczność i możliwość wykorzystania siły najemnej nawet do nielegalnych działań, pozwoliły stworzyć Ericowi Princowi imperium Blackwater, które początkowo było niewielkim ośrodkiem szkoleniowym osadzonym na bagnistych terenach Karoliny Północnej w USA.
Autor publikacji sumiennie i z pieczołowitością odtwarza losy Blackwater od momentu jej powstania w 1997 roku (a nawet przybliża sylwetkę założyciela i jego rodziny na długo przed stworzeniem konsorcjum). W doskonały sposób wyjaśnia relacje wiążące firmę Prince’a z republikańską administracją po 2000 r. oraz przybliża schematy regulujące działanie amerykańskiej polityki wewnętrznej, które w dużej mierze opierają się na koneksjach i pochodzeniu osób biorących w niej udział. Prince jest przedstawicielem republikańskiej wizji rządów, połączonej z tradycyjnym chrześcijańskim wychowaniem. Podobne stanowisko reprezentowała większość ówczesnej elity rządzącej Stanów Zjednoczonych.
Scahill wyciąga na światło dzienne intratne kontrakty i zamówienia jakie amerykański rząd składał Blackwater. Dopiero dzięki tej wiedzy jesteśmy w stanie zrozumieć jak udało się Prince’owi rozbudować swoją firmę do dzisiejszych rozmiarów. Dla przykładu wystarczy wspomnieć o rezerwie ponad 20 tysięcy najemników gotowych do akcji w każdej chwili, jednym z większych arsenałów broni ciężkiej na świecie, supernowoczesnej centrali, w której opracowuje się projekty sterowców zwiadowczych czy śmigłowców bojowych. Wymienione atrybuty to tylko czubek góry lodowej, którą Scahill odkrywa na łamach swej książki. Równie ciekawie przedstawia drogę do ekonomicznej prosperity jaką pokonało Blackwater na przestrzeni kilkunastu lat. Wystarczy tutaj przytoczyć, że w najlepszym okresie firmy, wzrost jej dochodów osiągnął poziom 600%! Z kolei w 2008 roku w Iraku stacjonowało aż 180 000 najemników, którzy nie byli objęci żadnym systemem nadzoru. Nie istniała też ani jedna instytucja prawna, która sprawowałaby nad nimi jurysdykcję.
Publikacja ta bardzo obrazowo przedstawia sylwetki głównych udziałowców i współtwórców Blackwater. Większość z nich to osoby podobne do szefa firmy, łączące w sobie przekonania republikańskie i chrześcijańskie, ale również lekką dozę swoistego fanatyzmu, który pozwolił politykom określić konsorcjum, i inne podobne do niego przedsiębiorstwa, jako cichych sojuszników w zwalczaniu terroryzmu. Chociaż z lektury książki wynika, iż prywatnym kontraktorom nie zawsze chodziło o ochranianie amerykańskich VIPów i walkę z bojownikami Al-Kaidy. Nierzadko byli siewcami chaosu i przemocy na ulicach Bagdadu i innych miast, co destabilizowało sytuację i odwlekało proces ustanowienia stabilnych rządów w Iraku. Należy podkreślić, iż książka amerykańskiego dziennikarza śledczego jest obfita w liczne cytaty z wypowiedzi wojskowych, polityków, cywili i żołnierzy, raportów oraz reportaży. Przedstawia percepcję wydarzeń z trzech różnych punktów widzenia: amerykańskiej administracji, prywatnych armii i międzynarodowej prasy.
Scahill udowadnia, że Ameryka nadal przesiąknięta jest swoją wizją świata, którą to próbuje eksportować na zewnątrz. Po upadku ZSRR ich obowiązkiem było niedoprowadzenie do destabilizacji światowego systemu stosunków międzynarodowych, po 9/11 podjęli się przywództwa w krucjacie przeciwko międzynarodowym terrorystom. „Wciąż stawiamy czoła bandytom i terrorystom w Iraku, którzy wolą zabijać niewinnych, zamiast zaakceptować postęp, jaki niesie wolność”.
Książka ta nie jest tylko o prywatnych armiach i o powstaniu potęgi Blackwater. Opowiada również o okupacji i „wyzwoleniu” Iraku. Przedstawia dramat obywateli tego państwa, których poziom frustracji wzrastał wraz z wykupywaniem państwowych dóbr przez zachodnie korporacje i banki. Ludzie ci otrzymali po 2003 roku pozorną wolność, która jednak nie ułatwiła im dostępu do elektryczności czy wody pitnej – produktów których zapewnienie stało się bardzo trudne po amerykańskiej inwazji.
Czytelnik jest świadkiem wielu wydarzeń, które miały miejsce w trakcie okupacji Iraku na przestrzeni lat 2003-2008, w których nierzadko pierwszoplanową rolę odgrywali najemnicy. Niestety, w książce brakuje militarnych ciekawostek i opisów batalistycznych. Autor bardziej skupia się na rzetelnej faktografii wydarzeń, co może być przyczyną trudnego odbioru publikacji przez Czytelnika. W książce zawarto mnóstwo skrótów, nazw organizacji, departamentów, biur, resortów etc., dlatego nierzadko brnie się przez kolejne strony do końca rozdziału. Lektura nie należy do najlżejszych, ale rekompensuje to doskonały warsztat i przygotowanie autora, który dostarcza nam wielu ciekawych danych na temat rozwoju prywatnych wojsk (nie tylko Blackwater) na przestrzeni ostatnich lat.
Oprócz bardziej publicystycznej „Wojny jako usługi” Rolfa Uesslera nie ma na polskim rynku pozycji, która tak obrazowo próbowałaby podjąć tematykę prywatyzacji armii i działań zbrojnych w globalizującym się świecie. Na dodatek Scahill wychodzi z tej próby zwycięsko, pomimo gąszczu informacyjnego, który może przytłoczyć Czytelnika swoją nadmierną obfitością. Jest to zarazem wada, jak i wielka zaleta tej książki. Licząca prawie 500 stron monografia w twardej oprawie powinna znaleźć się na półce każdego, kto żywo interesuje się konfliktami zbrojnymi w dobie zagrożeń asymetrycznych.